Matczak vs King
Polemika z Marcinem Matczakiem.
Marcin Matczak, komentując wyrok NSA nakazujący transkrypcję zagranicznego aktu małżeństwa pary jednopłciowej, przestrzega: „Tymczasem taka strategia presji i publicznych oskarżeń ze strony społeczności LGBT może zaszkodzić ludziom, którym ma służyć”. I dodaje: „Głośna walka o transkrypcję jest więc dokładnie tym, o czym marzą PiS i Konfederacja”.
Przy okazji takich przestróg zwykle przypomina mi się amerykański ruch na rzecz praw obywatelskich, symbolizowany przez Martina Luthera Kinga. Nie, nie chodzi mi o słynny list z więzienia w Birmingham, w którym King rzuca oskarżenie pod adresem „umiarkowanych białych” (choć trudno nie mieć takiego skojarzenia w kontekście tekstu Matczaka). Mam na myśli raczej samą strategię ruchu. W najprostszym ujęciu była dwuetapowa. Gdy przychodziło do wyborów prezydenckich, King popierał kandydata Demokratów – najpierw Johna F. Kennedy’ego, później Lyndona B. Johnsona. A po wyborach? Wychodził na ulice, by protestować przeciw opieszałości tych właśnie prezydentów.
Dlaczego? Bo działacze ruchu wiedzieli, że łatwiej wpłynąć na tych, którzy przynajmniej deklarują, że ich popierają. Republikanie niewiele by sobie z protestów robili. Demokraci mogli się obawiać utraty wyborców, a niektórzy nawet czuli się etycznie zobowiązani, by coś zrobić.
Stąd prosta zasada: najpierw pomożemy wam objąć władzę, potem będziemy przeciw wam wychodzić na ulicę. Kennedy’ego i Johnsona bardzo to irytowało, ale okazało się skuteczne – doprowadziło do uchwalenia dwóch kluczowych ustaw: Ustawy o prawach obywatelskich z 1964 roku, znoszącej segregację rasową w miejscach publicznych i zakazującej dyskryminacji w zatrudnieniu, oraz Ustawy o prawach wyborczych z 1965 roku, która gwarantowała czarnej mniejszości realne prawo głosu. O tej samej logice mówił już zresztą wprost Franklin Delano Roosevelt, kiedy w rozmowie z A. Philipem Randolphem – liderem pierwszego czarnego związku zawodowego, a zarazem działaczem obywatelskim – miał stwierdzić: „Zgadzam się z wami, a teraz musicie mnie zmusić, żebym to zrobił”.
Społeczność LGBT wykonała pierwszy krok – wielu jej członków zagłosowało na nowy rząd. Matczak proponuje, żeby drugiego nie wykonywała i nie naciskała na władzę. Moim zdaniem zatrzymanie się w pół drogi jest nieskuteczne, tylko utwierdza polityków w przekonaniu, że niczego nie muszą robić – wystarczy straszyć przeciwnikami.
Na głębszym poziomie działacze tamtego ruchu mieli inną niż Matczak teorię zmiany społecznej. On sam pisze: „Polacy zmieniają swoje postawy wobec par jednopłciowych pod wpływem normalności, nie przez konfrontację i manifesty. Kiedy sąsiad gej czy kolega z pracy gej żyją obok nas, budują dom i płacą podatki, ta codzienność zmienia serca i ludzkie preferencje”. To piękna (piszę bez ironii) i pociągająca wizja. Ale też ahistoryczna. Matczak przeciwstawia „normalność” i „konfrontację”, ale historia ruchów emancypacyjnych pokazuje, że to fałszywa alternatywa. Normalność bez presji pozostaje prywatnym doświadczeniem, którego państwo może nie zauważać przez dekady.
Przykład Kinga, przykład sufrażystek, przykład walki o prawa LGBT w innych krajach pokazuje, że nie da się obejść etapu kontrowersji i protestów. Przeciwnicy zawsze wykorzystają próbę zwiększenia praw jakiejś grupy do rozpętania awantury politycznej. A ludzie chcący tych praw będą zawsze oskarżani o wywoływanie zamętu. Nie sądzę, by Polska przeskoczyła ten etap.
—
Przy okazji polecam wam fragment biografii Kinga autorstwa Jonathana Eiga:
Podczas lotu do Atlanty Martin Luther King spotkał pewnego młodego człowieka, który do niego zagaił. Szybko wywiązał się spór.
- Pytam o twoje metody, czy przynoszą więcej szkody niż pożytku - stwierdził młodzieniec.
- Aha, cóż, a czego według ciebie potrzebujemy? - zapytał King.
- Myślę, że potrzebujemy szacunku i dobrej woli.
- Jak zamierzasz to osiągnąć?
- Nie wiem. Po prostu nie zgadzam się, że podburzanie ludzi pomaga w dyskusji. Wiem, że istnieje niechęć, i jesteś w stanie wykorzystać tę niechęć i tworzyć napięcia i konflikty. I wiesz o tym.
- Nie sądzę, abyśmy tworzyli konflikty, raczej je ujawniamy – powiedział King.
- Myślę, że w ciągu ostatnich kilku lat poczyniliśmy znaczące postępy w relacjach między dwiema rasami, a wtedy ty i inni zaczęliście podżegać do kłótni między nimi.
(...)
- Aha – odparł King. - Chciałbym być kochany przez wszystkich, ale nie zawsze możemy czekać na miłość. Może powinieneś przeczytać moje pisma. Napisałem wiele na temat działań bez przemocy.
- Cóż, myślę, że wywołujesz przemoc – powiedział młody mężczyzna.
Wielkie podziękowania dla wszystkich patronów i patronek! Dzięki wam powstają takie teksty!
Jeśli chcielibyście wspierać bloga i ogólnie moje teksty (wciąż publikuję na Facebooku), możecie zrobić to tu: https://patronite.pl/tomaszmarkiewka
Ukłony!


Produkty intelektu pana Matczaka omijam programowo. I, jak widzę po Twoim tekście, słusznie. Dziękuję za przypomnienie mi o sensowności jego omijania : )
Kolejny świetny wpis.
Fajnie by było, gdyby wydawcy nie bali się publikować Twoich tekstów obok matczakowych.