Starożytne lektury
Polecam cztery ciekawe książki o filozofii i polityce
Co roku prowadzę zajęcia z filozofii starożytnej. Nie jest to dziedzina szczególnie dynamiczna – mało się tam zmienia. Mimo to w trakcie wakacji sięgam po kilka nowych książek, żeby sprawdzić, co tam słychać w debacie o dawnych filozofach.
Poniższe notatki nie są recenzjami tych książek. Wydobywam po prostu kilka wątków, które szczególnie mnie zainteresowały.
Anaksymander, czyli nauka robiona w portach
Fizyk Carlo Rovelli poświęcił książkę stosunkowo mało znanemu filozofowi – Anaksymandrowi z Miletu. To jemu zawdzięczamy jeden z odważniejszych pomysłów starożytności: przekonanie, że Ziemia na niczym nie spoczywa, lecz swobodnie tkwi w przestrzeni. Rovelli stawia pytanie: dlaczego właśnie w Milecie, w VI wieku przed naszą erą, zaczęło się coś, co później nazwaliśmy nauką.
Anaksymander był uczniem Talesa, ale jednocześnie nie zgadzał się z nim w wielu sprawach. Rovelli przedstawia to niemal jak wyliczankę: „Tales mówi, że świat jest zrobiony z wody. To nieprawda, mówi Anaksymander. Tales mówi, że Ziemia unosi się na wodzie. Nieprawda, mówi Anaksymander”. I tak dalej. Cyceron po kilku stuleciach odnotował ze zdziwieniem, że Tales „nie przekonał do swoich poglądów Anaksymandra, chociaż był jego rodakiem i towarzyszem”.
Rovelli nazywa tę postawę trzecią drogą. Można powtarzać za mistrzem. Można też odrzucić jego naukę i zacząć od zera. Anaksymander wybrał inne rozwiązanie: przejął od Talesa najważniejsze pytania i sposób myślenia, ale zakwestionował jego odpowiedzi.
„Współczesna nauka w całości jest wynikiem odkrycia tej trzeciej drogi” – pisze Rovelli. Opiera się ona na założeniu, „zgodnie z którym prawda jest dostępna, ale tylko stopniowo, za pomocą kolejnych udoskonaleń”.
Nauka okazuje się więc przedsięwzięciem zbiorowym i międzypokoleniowym. Nie tworzy jej samotny geniusz, lecz łańcuch ludzi, z których każdy poprawia poprzedników, świadomy, że jego samego również ktoś kiedyś poprawi.
Rovelli wiąże tę postawę z demokracją. Dostrzega „wyraźny związek” między nową formą polityki a narodzinami nauki: w obu przypadkach zakłada się przecież, że „najrozsądniejsze decyzje mogą wyłonić się z dyskusji wielu osób, a nie z suwerennej władzy lub szacunku dla tradycji”. Zwraca też uwagę na międzykulturowe relacje:
„Milezyjski port handlowy Naukratis w Egipcie został prawdopodobnie założony około 620 r. p.n.e., dekadę przed narodzinami Anaksymandra. Z pewnością nie brakowało kontaktów handlowych i kulturalnych ze starożytną cywilizacją Egiptu. Egipt wywarł wyraźnie silny wpływ na architekturę: pierwsze monumentalne świątynie greckie pochodzą z tego okresu i były bezpośrednio inspirowane egipską architekturą, zarówno pod względem technicznym, jak i stylistycznym” – pisze Rovelli.
Przytacza przy okazji wyborną anegdotę z Herodota:
Hekatajos z Miletu, historyk i geograf żyjący już po Anaksymandrze, podczas pobytu w Tebach przedstawił egipskim kapłanom własny rodowód. W szesnastym pokoleniu dochodził on do boga. Kapłani nie wdali się z nim w spór. Zaprowadzili go do obrzernego przybytku świątyni i zaczęli kolejno wskazywać drewniane posągi arcykapłanów. Było ich 345. Według kapłanów każdy był synem poprzedniego, każdy zaś „piromisem, synem piromisa” – czyli, jak objaśnia Herodot, dobrym i szlachetnym człowiekiem, synem takiegoż człowieka. Ani jeden nie był bogiem ani herosem.
Zderzają się tu dwa sposoby ustanawiania autorytetu. Hekatajos przynosi efektowną opowieść o boskim przodku; kapłani odpowiadają szeregiem materialnych świadectw i pamięcią własnej instytucji. Grek ma genealogię sięgającą mitu, Egipcjanie – archiwum obejmujące setki ludzkich pokoleń.
Anegdota dobrze oddaje doświadczenie świata jońskich portów: spotkanie z obcą wiedzą odbierało własnym przekonaniom pozór oczywistości. Adam Nicolson nazywa ten sposób myślenia „portowym umysłem”. Filozofia narodziła się jego zdaniem nie w głębi lądu ani w cieniu królewskich pałaców, lecz w ruchliwych miastach wybrzeża.
Platon, czyli tęsknota za apolitycznym uniwersytetem
W rozmowach o uczelniach regularnie powraca tęsknota za nauką wolną od polityki – za uniwersytetem, który zajmuje się prawdą, zamiast wikłać się w bieżące spory. Biografia Platona autorstwa Robina Waterfielda pokazuje jednak, że polityka była z nauką od początku.
Platon pochodził z jednej z około dwóch tysięcy najbogatszych rodzin Aten. Wiemy o tym między innymi dlatego, że miasto nałożyło na niego obowiązek sfinansowania chóru podczas jednego z festiwali. Jego krewny Kritias należał natomiast do Trzydziestu Tyranów, którzy po klęsce Aten zaprowadzili w mieście krwawe rządy.
Platon podróżował do Syrakuz, próbując wpłynąć na tamtejszych władców i zastąpić despotyzm rządami prawa. Przez całe życie powracał do jednego pytania: kto powinien rządzić?
Filozofowie tamtej epoki bez większych oporów angażowali się w politykę. Protagoras przygotował konstytucję dla Thurioi, nowego miasta w południowej Italii. Eudoksos z Knidos oraz Arystoteles ze Stagiry szkicowali bardziej demokratyczne zasady dla własnych miast. Niektórzy pitagorejczycy i stoicy byli uwikłani nawet w zamachy i polityczne zabójstwa. Arystoteles, uczeń Platona, został później nauczycielem Aleksandra Wielkiego.
Późna tradycja, zachowana między innymi u Plutarcha, przedstawiała Akademię niemal jako miejsce przygotowujące ludzi do zadań publicznych. Platon miał wysyłać swoich towarzyszy do różnych miast, aby pomagali porządkować ich ustroje. Aristonymos miał doradzać Arkadyjczykom, Formion – mieszkańcom Elidy, a Menedemos – obywatelom Pyrry. Eudoksos z Knidos oraz Arystoteles ze Stagiry mieli zaś pomagać w układaniu praw dla własnych miast.
Nie wszystkie te przekazy są równie pewne. Badacze słusznie ostrzegają, że powstały późno, często jako część sporów o to, która szkoła filozoficzna lepiej służyła miastom. Nie należy więc bez zastrzeżeń zamieniać Akademii w starożytną szkołę administracji publicznej. Nie ulega jednak wątpliwości, że sam Platon próbował oddziaływać na Syrakuzy, a jego uczniom i współpracownikom przypisywano liczne działania polityczne. Granica między tworzeniem teorii a doradzaniem rządzącym pozostawała płynna.
Akademia nie zeszła z neutralnej drogi w stronę polityki. Powstała na skrzyżowaniu wiedzy i władzy. Tęsknota za całkowicie apolitycznym uniwersytetem nie prowadzi więc do źródeł europejskiej akademii, tylko poza jej historię.
Sokrates, czyli kto płaci za uczniów
Proces Sokratesa z 399 roku przed naszą erą często przedstawia się jako starcie samotnego filozofa z tłumem. Formalnie oskarżono go o bezbożność i psucie młodzieży, ale proces odbywał się zaledwie kilka lat po klęsce Aten w wojnie peloponeskiej, obaleniu demokracji i terrorze Trzydziestu. W mieście nadal żywa była pamięć zdrad, przewrotów i politycznej przemocy.
Armand D’Angour w książce Socrates in Love przypomina polityczną interpretację procesu, którą podziela część historyków: „prawdziwym powodem oskarżenia i egzekucji Sokratesa (…) był gniew Ateńczyków na zbrodnie polityczne Kritiasa i Alkibiadesa”.
Obaj byli związani z filozofem. Ksenofont, broniąc Sokratesa już po jego śmierci, nie przeczył, że Kritias i Alkibiades przez pewien czas z nim przebywali. Próbował raczej dowieść, że obaj szukali w tych kontaktach przewagi w mowie i polityce, a nie wychowania moralnego. Podkreślał też, że Kritias później stał się wrogiem Sokratesa.
Polityczne biografie obu mężczyzn były jednak dla Ateńczyków trudne do zignorowania. Alkibiades przeszedł podczas wojny na stronę Sparty i doradzał jej, jak zaszkodzić Atenom. Kritias należał do przywódców Trzydziestu Tyranów.
W chwili procesu obaj już nie żyli, a amnestia ogłoszona po przywróceniu demokracji miała powstrzymać dalsze rozliczenia dawnych konfliktów. Pozostawał jednak człowiek, z którym ich kojarzono i którego uznawano za ich nauczyciela. Z tego powodu część badaczy interpretuje proces Sokratesa jako rodzaj postępowania zastępczego: formalne oskarżenia o bezbożność i psucie młodzieży pozwalały powrócić do politycznie drażliwych skojarzeń, których nie można już było rozliczać wprost.
Sam Sokrates stanowczo zaprzeczał, że jest nauczycielem. W odróżnieniu od sofistów nie pobierał opłat i przedstawiał swoje rozmowy nie jako przekazywanie wiedzy, lecz jako wspólne badanie cudzych przekonań.
Bezpłatność nie oznaczała jednak, że w sokratejskich rozmowach wszyscy mogli uczestniczyć na równych zasadach. W platońskiej Obronie Sokrates sam zauważa, że szczególnie chętnie towarzyszyli mu synowie najbogatszych Ateńczyków – ci, którzy mieli najwięcej wolnego czasu. Za naukę nie płacili nauczycielowi, ale możliwość spędzania całych dni na agorze również miała swoją cenę.
D’Angour odwołuje się przy okazji do późniejszej tradycji, według której ojciec Sokratesa, Sofroniskos, był kamieniarzem lub rzeźbiarzem. Jeśli przyjąć ten przekaz, należał do ludzi, którzy mogli skorzystać na wielkim programie budowlanym Peryklesa – tym samym, dzięki któremu powstał Partenon.
Diogenes, czyli dom bez ścian
Diogenesa z Synopy nie interesowało zdobywanie władzy w mieście. Podważał inną granicę – między tym, co prywatne, a tym, co publiczne. Jego życiu i ideom Jean-Manuel Roubineau poświęcił książkę The Dangerous Life and Ideas of Diogenes the Cynic.
O historycznym Diogenesie wiemy niewiele. Niepewne są nawet okoliczności, w których opuścił rodzinne miasto. Starożytne przekazy łączą jego wygnanie lub ucieczkę z aferą dotyczącą fałszowania albo obniżania wartości monet. Według jednej wersji za proceder odpowiadał jego ojciec, Hikesios, któremu powierzono państwowe pieniądze. Według innej monety psuł sam Diogenes i został zmuszony do opuszczenia Synopy razem z ojcem. Jeszcze inne opowieści mówią, że uciekł dobrowolnie w obawie przed karą. Nie sposób dziś pewnie ustalić, która wersja – o ile którakolwiek – jest prawdziwa.
Zapytany, skąd pochodzi, Diogenes odpowiadał: „kosmopolites” – jestem obywatelem świata. Mieszkał w wielkim glinianym naczyniu, pithosie, które późniejsza tradycja zamieniła w beczkę. Według jednej z opowieści, kiedy jego schronienie się rozbiło, mieszkańcy Aten ufundowali mu nowe.
Nawet najbardziej gorszące zachowania Diogenesa miały według Roubineau filozoficzne uzasadnienie. Publicznie robił to, co inni ukrywali za ścianami, ponieważ „chodziło o zamazanie rozróżnienia między tym, co prywatne (idion), a tym, co publiczne (koinon)”.
Działo się to w okresie, gdy Grecy zaczynali pisać pierwsze traktaty o oikonomii – prowadzeniu domu rozumianym jako osobna dziedzina, wyposażona we własne pojęcia. Słowo oikonomos łączyło domostwo z zarządzaniem. Sfera domowa wyodrębniała się jako zamknięty świat.
Greckie oikos nie oznaczało jedynie budynku ani prywatnego wnętrza zamieszkiwanego przez rodzinę. Było całym gospodarstwem: majątkiem, ziemią, zapasami, warsztatami, relacjami rodzinnymi i pracą ludzi niewolnych. Oikonomia, słowo wywodzone od oikos oraz nemein – rozdzielać, porządkować i zarządzać – oznaczała sztukę takiego organizowania tych ludzi i zasobów, aby domostwo mogło trwać, pomnażać majątek i wypełniać swoje społeczne funkcje.
Diogenes zmierzał w przeciwnym kierunku. „Porównywał zarządzanie miastem do zarządzania swoim własnym domem”, a granicę między jednym i drugim uważał za umowną. Na długo przed sformułowaniem hasła, że prywatne jest polityczne, uczynił z tej myśli widowisko – dosłownie, na oczach całej agory.
Filozofia bez niewinności
Filozofia starożytna nie powstawała w przestrzeni odgrodzonej od świata. Rodziła się w milezyjskim porcie, przez który przepływały towary i obce idee; w szkole założonej przez człowieka próbującego wychowywać władców; na ateńskiej agorze, gdzie bezpłatnych rozmów Sokratesa słuchali przede wszystkim młodzi ludzie dysponujący wolnym czasem; wreszcie w glinianym naczyniu Diogenesa, wystawionym na widok całego miasta.
Za nauką stoją podróże i instytucje, za swobodą myślenia – pieniądze i czas, za sporem o prawdę – pytanie o to, kto może zabrać głos i jakie konsekwencje poniesie.
Ten tekst, jak każdy tutaj, jest dostępny dla wszystkich, bo płaci za niego grupa patronów i patronek. Wielkie podziękowania!
Jeśli chcielibyście dołączyć do ich grona, wspierać bloga i ogólnie moje teksty (wciąż publikuję na Facebooku), możecie zrobić to tu: https://patronite.pl/tomaszmarkiewka
Ukłony!


