Na samym początku bańki AI zastanawiało mnie jedno - jak to jest, że tak łatwo przeszliśmy do porządku dziennego na tym, że trenowanie modeli językowych odbyło się na cudzej własności intelektualnej? Zachodziłem w głowę jak to jest, że np. wielcy wydawcy machnęli ręką na to, że ktoś wyszkolił alegorytm na ich pracy. Ale być może przeceniałem głebokośc portfela i zapał do walki medialnych korporacji.
Teraz zastanawiam się, czy będzie tak samo z branżą rozrywkową (Hollywood)? Jakiś czas temu swoją popularność zdobył, wykreowany przez AI, filmik w którym Mat Damon i Tom Criuse walczą na dachu budynku. Może bardziej zdeterminowani do walki z korzystaniem ze swojego wizerunku będa najbogatsi aktorzy?
ten nadmiar treści prowadzi do tego, powstają tzw puste/martwe pętle - czyli tworzymy coś za pomocą AI, a ten wytwór jest konsumowany przez AI a nie przez ludzi.
Tam dochodzi jeszcze aspekt tego, że często te AI-owe slopy są po prostu slopowymi wydmuszkami. Owszem, wyglądają jak milion dolarów, ale brakuje temu wszystkiemu duszy i jest to totalna pustka. Nie ma w tym ani ukochanego przez fanów popkultury lore, ani nie potrafi na dłużej zainteresować. Bardzo ciekawie to się sprawdza w niszach, gdzie teoretycznie obiecano AI jako przyspieszające produkcję, a tak naprawdę, np. w kontekście przyszłości horroru, nie mówi się w ogóle o tak zwanych "means of production" (czyli AI), ale o kanałach dystrybucji i twórcach (casus Iron Lung ostatnio czy Backrooms). Stąd na przykład hasło, które w zeszłym tygodniu dość wiralowo obiegło internet, czyli: przyszłość horroru jest na YouTubie.
A o muzyce z generatorów to moge powiedzieć tylko tyle, że to jest to bardzo "tricky" temat - z jednej strony faktycznie słuchają jej tylko twórcy, z drugiej, te wszystkie gwiazdy AI-rnb i ai-country jednak mają jakaś ilośc odsłuchów.. (że o Kutas records nie wspomne...)
Demokratyzacja, podobnie jak pluralizacja, w kontekście kultury to tylko słowo-wytrych, który oznacza absolutnie nic, poza opłacalnymi wizerunkowo obietnicami (i to, niespodzianka, głównie w stronę konserwatystów). W duuuużym uproszczeniu (i według mnie) to kolejne przejęcie postulatów awangardy, gdzie w ramach "przewrotu technologicznego" ma być atakowany i obalany zastany kanon kulturowy jako wyraz zdegenerowanej propagandy liberalnych elit. I znów, nigdy nie chodzi o okolice wyspy Epsteina, tylko wszystko, na co narzekane jest od 1968 roku. Czyli mniej więcej, z efektem takim, jak sami się przekonaliśmy w ramach "dobrej zmiany" w kulturze.
1 AI demokratyzuje tworzenie sztuki. Czy to indie dev który nie musi płacić kroci na aktorów głosowych czy pisarz który nie musi wydawać pieniędzy na ilustracje. Ciężko się z tym kłócić 2 to właśnie demokratyzacja rynku powoduje że produkty wyższej jakości powstają. Im więcej strzałów tym więcej dziesiątek. A z nadprodukcją kulturową ludzie sobie radzą sobie sieciami społecznymi. 3 Internet i media społecznościowe ułatwiły dostęp do informacji. Oczywistym efektem suwerenności informacyjnej będzie polaryzacja. Jeśli nie podobają ci się efekty suwerenności informacyjnej to powiedz szczerze że ludzie nie powinni móc wybierać skąd brać informacje, w co wierzyć i powinno być to narzucane na nich z góry
Na samym początku bańki AI zastanawiało mnie jedno - jak to jest, że tak łatwo przeszliśmy do porządku dziennego na tym, że trenowanie modeli językowych odbyło się na cudzej własności intelektualnej? Zachodziłem w głowę jak to jest, że np. wielcy wydawcy machnęli ręką na to, że ktoś wyszkolił alegorytm na ich pracy. Ale być może przeceniałem głebokośc portfela i zapał do walki medialnych korporacji.
Teraz zastanawiam się, czy będzie tak samo z branżą rozrywkową (Hollywood)? Jakiś czas temu swoją popularność zdobył, wykreowany przez AI, filmik w którym Mat Damon i Tom Criuse walczą na dachu budynku. Może bardziej zdeterminowani do walki z korzystaniem ze swojego wizerunku będa najbogatsi aktorzy?
Nad tym samym się zastanawiam. Choć też warto pamiętać, że np. New York Times pozwało OpenAI za naruszenie praw autorskich i sprawa się chyba toczy.
ten nadmiar treści prowadzi do tego, powstają tzw puste/martwe pętle - czyli tworzymy coś za pomocą AI, a ten wytwór jest konsumowany przez AI a nie przez ludzi.
Tam dochodzi jeszcze aspekt tego, że często te AI-owe slopy są po prostu slopowymi wydmuszkami. Owszem, wyglądają jak milion dolarów, ale brakuje temu wszystkiemu duszy i jest to totalna pustka. Nie ma w tym ani ukochanego przez fanów popkultury lore, ani nie potrafi na dłużej zainteresować. Bardzo ciekawie to się sprawdza w niszach, gdzie teoretycznie obiecano AI jako przyspieszające produkcję, a tak naprawdę, np. w kontekście przyszłości horroru, nie mówi się w ogóle o tak zwanych "means of production" (czyli AI), ale o kanałach dystrybucji i twórcach (casus Iron Lung ostatnio czy Backrooms). Stąd na przykład hasło, które w zeszłym tygodniu dość wiralowo obiegło internet, czyli: przyszłość horroru jest na YouTubie.
A o muzyce z generatorów to moge powiedzieć tylko tyle, że to jest to bardzo "tricky" temat - z jednej strony faktycznie słuchają jej tylko twórcy, z drugiej, te wszystkie gwiazdy AI-rnb i ai-country jednak mają jakaś ilośc odsłuchów.. (że o Kutas records nie wspomne...)
Demokratyzacja kultury (faktyczna) mało kogo mogącego działać w tym kierunku skutecznie, interesuje.
Nadprodukcja dóbr kultury niestety nie idzie w parze z jakością.
Demokratyzacja, podobnie jak pluralizacja, w kontekście kultury to tylko słowo-wytrych, który oznacza absolutnie nic, poza opłacalnymi wizerunkowo obietnicami (i to, niespodzianka, głównie w stronę konserwatystów). W duuuużym uproszczeniu (i według mnie) to kolejne przejęcie postulatów awangardy, gdzie w ramach "przewrotu technologicznego" ma być atakowany i obalany zastany kanon kulturowy jako wyraz zdegenerowanej propagandy liberalnych elit. I znów, nigdy nie chodzi o okolice wyspy Epsteina, tylko wszystko, na co narzekane jest od 1968 roku. Czyli mniej więcej, z efektem takim, jak sami się przekonaliśmy w ramach "dobrej zmiany" w kulturze.
1 AI demokratyzuje tworzenie sztuki. Czy to indie dev który nie musi płacić kroci na aktorów głosowych czy pisarz który nie musi wydawać pieniędzy na ilustracje. Ciężko się z tym kłócić 2 to właśnie demokratyzacja rynku powoduje że produkty wyższej jakości powstają. Im więcej strzałów tym więcej dziesiątek. A z nadprodukcją kulturową ludzie sobie radzą sobie sieciami społecznymi. 3 Internet i media społecznościowe ułatwiły dostęp do informacji. Oczywistym efektem suwerenności informacyjnej będzie polaryzacja. Jeśli nie podobają ci się efekty suwerenności informacyjnej to powiedz szczerze że ludzie nie powinni móc wybierać skąd brać informacje, w co wierzyć i powinno być to narzucane na nich z góry
Bardzo interesujące spostrzeżenia! To co, pokłócimy się o książkę Jona Krakauera czy o film Seana Penna? ;)
https://dzikabiblioteka.substack.com/p/a-moze-rzucic-wszystko-zaszyc-sie?utm_source=share&utm_medium=android&r=780hzi